Zamknij

Magdalena Stępień ma nowe informacje o zdrowiu syna. Żali się też na koszty: „Jadłabym tu suchy chleb”

19.05.2022 11:19
Magdalena Stępień
fot. screen Instagram magdalena___stepien

Magdalena Stępień udzieliła najnowszego wywiadu portalowi kobieta.pl. Modelka porusza w nim nie tylko temat zbiórki na chorego syna, Oliwiera, ale również przyznała, że ledwo wiąże koniec z końcem. Alimenty od Jakuba Rzeźniczaka są kroplą w morzu potrzeb.

Magdalena Stępień początkowo szukała pomocy dla syna u polskich lekarzy. Potem wyjechała z maluchem do Izraela, aby tam radzić się specjalistów. Niedawno opublikowała najnowsze wyniki badań i okazuje się, że u malucha nie wykryto śmiertelnego genu SMARTCB1. Syn Oliwier zmaga się z nowotworem wątroby z przerzutami do płuc, ale po diagnozie jego rokowania są bardziej optymistyczne. Czeka go operacja, podczas której zostanie usunięta połowa wątroby i będzie mógł wrócić do normalności.

Zobacz także: Magda Stępień ujawniła, co stwierdzili lekarze. Mówi o ogromnym cudzie. "Okazało się, że miałam rację"

Magdalena Stępień przekazała, co dzieje się z synem. Żali się na koszty utrzymania

Magdalena Stępień w rozmowie z portalem kobieta.pl przyznaje, że czuje się zdecydowanie lepiej. Wszystko zmieniło się po diagnozie izraelskich lekarzy, który wykluczyli śmiertelny gen. Medycy nigdy wcześniej nie spotkali się z takim przypadkiem. Modelka jest osobą wierzącą i o pomoc zwróciła się nawet do Boga. Będąc w Jerozolimie, odwiedziła też Ścianę Płaczu.

Modelka zaznaczyła, że przypadek jej syna był badany przez miesiąc. Lekarze do tej pory nie wiedzą, „z czym mają do czynienia w 100 procentach. Dopiero po usunięciu guza będzie można podjąć kroki, by dowiedzieć się, czym on właściwie jest”. Magdalena Stępień obiecała, że po zakończeniu leczenia o wszystkim szczegółowo wypowie. Jest pełna nadziei, ponieważ wykryty u dziecka rak nie jest genetyczny.

- Dla mnie najważniejsze jest to, że markery nowotworowe Oliwiera spadły prawie do zera. Niedługo Oli będzie operowany, czekamy tylko na wyniki badania tomograficznego i sprawdzamy, skąd wzięły się zmiany w płucach – tłumaczy Magdalena Stępień.

Modelka opowiada, że w Izraelu jest całkowicie sama. Odczuwa jednak wsparcie bliskich osób, a nawet miejscowych. Kiedy poprosiła o pomoc, organizując zrzutkę, wylał się na nią hejt. Według niej mało kto dysponuje „od ręki” tak ogromnymi kwotami potrzebnymi do wyjazdu, diagnozy i leczenia. To, że Jakub Rzeźniczak jest medialną osobą, ma wpływ na to, że inni myślą, iż para jest dość bogata.

- Najbardziej bolało mnie to, kiedy ludzie mówili, że wydam te pieniądze ze zbiórki na auto czy mieszkanie. Ludzie, przecież istnieje coś takiego jak Urząd Skarbowy. W życiu nie zrobiłabym takiej rzeczy! Na wszystko mam faktury i paragony, z 3 tys. zł alimentów, które dostaję, nie byłabym w stanie utrzymać się tu z Oliwierem. 450 tys. zł, które uzbierałam, poszły na szpital. Ludzie nie wiedzą o tym, że za sam przelew zapłaciłam 16 tys. zł, bo nie miałam konta walutowego - wylicza Magdalena Stępień.

- Liczyłam na pomoc ojca mojego syna, ale jej nie otrzymałam, więc te 30 tys. zł, które zostały ze zrzutki, poszły na hotel tutaj i na życie, na pampersy, na jedzenie. Ludzie myślą, że wydałam tu więcej - na wszystko mam podkładkę. Wyobraź sobie: Czy mogłabym kłamać w tak medialnej sprawie? - pyta modelka.

Modelka opowiada, że pieniądze, które otrzymuje od Jakuba Rzeźniczaka i które pozyskuje ze sprzedaży odzieży, idzie na utrzymanie. Sam hotel kosztuje 10 tys. zł miesięcznie.

- Na operację mamy już pieniądze i za to jestem bardzo wdzięczna. Niestety leczenie po operacji to radioterapia, kilka cykli chemii. Ciągle sprzedaję to co mam, ale to kropla w morzu. Nie mam nic ponadto i te trzy tysiące alimentów. Gdyby nie wsparcie rodziny jadłabym tu suchy chleb, a uwierz mi - i tak to robię. Trudno jest być ciągle na świeczniku, łatwo jest wydawać o mnie osąd, ale spokój to to, czego mi teraz najbardziej potrzeba - kończy Magdalena Stępień.

RadioZET.pl/Kobieta.pl

Polskie gwiazdy
10 Zobacz galerię
fot. East NEWS