Zamknij

Gwen Stefani twierdzi, że jest Japonką. Tak się broni przed oskarżeniami

11.01.2023 11:51

Gwen Stefani została skrytykowana za przywłaszczanie sobie kultury Japonii. Zapytana o oskarżenia postanowiła postawić na dość nietypowe tłumaczenie.

Gwen Stefani
fot. Rex Features/East News

Gwen Stefani przywłaszcza sobie dziedzictwo Japonii? Gwiazda postanowiła odeprzeć krytykę, wykorzystując dość specyficzną linię obrony.

Gwen Stefani jest Japonką?

Gwen Stefani to amerykańska piosenkarka, kompozytorka, autorka tekstów, aktorka i projektantka mody. Jest znana przede wszystkim jako wokalistka zespołu No Doubt, z którym odniosła sukcesy na przełomie XX i XXI wieku. W końcu opuściła grupę, by zacząć karierę solową, odnosząc przy tym sukces. Poza swoją działalnością muzyczną, Stefani jest nie tylko zaangażowana w działalność charytatywną, ale także jest właścicielką linii odzieżowej i kosmetycznej.

I to właśnie głównie z powodu pobocznej działalności spadła na nią fala krytyki, której przedstawiciele zarzucają jej, że okrada kulturowo Japonię. W twórczości muzycznej i projektanckiej artystki pojawia się wiele motywów związanych z popkulturą Kraju Kwitnącej Wiśni. Wielokrotnie na scenie i w teledyskach Stefani występowały z nią tancerki o azjatyckich korzeniach. Największym problemem była jednak linia perfum Harajuku Lovers, która ukazała się w 2008 roku.

Piosenkarka rozmawiała ostatnio z Jesą Marie Calaor z portalu Allure, w którym poruszono temat przywłaszczania kultury Japonii. Co odpowiedziała Stefani?

- To był wpływ kultury Japonii na mnie. Ten kraj jest tak bogaty w tradycję, a jednocześnie mocno futurystyczny. Silnie zwraca uwagę na sztukę, przykłada wagę do szczegółów i dyscypliny, i to było dla mnie fascynujące.

Była wokalistka No Doubt stwierdziła również, że Tokio było dla niej jak drugi dom, po tym, jak słuchała opowieści ojca, który często wyjeżdżał do stolicy Japonii w ramach pracy.

Powiedziałam: "Mój Boże, jestem Japonką i o tym nie wiedziałam".

Calaor ma pochodzenie filipińskie. Dziennikarka przyznała, że te słowa sprawiły, że zapadła chwila ciszy. Ewidentnie zakłopotana piosenkarka przytaknęła sobie słowami: "Jestem, wiesz?", po czym dodała, że jej związek z Japonią ma "niewinny" charakter, a sama siebie uważa za "super fankę" azjatyckiego kraju. Najwyraźniej zdała sobie sprawę z tego, że jej słowa zabrzmiały rasistowsko i próbowała wybrnąć z niezręcznej sytuacji.

- Jeśli ludzie będą mnie krytykować za bycie fanką czegoś pięknego i dzielenia się tym, to uważam, że to nie jest w porządku. Myślę, że to był piękny czas kreatywności… czas meczu ping-ponga między kulturą Harajuku a kulturą amerykańską.

No cóż... Chciała dobrze, a wyszło jak zawsze.

Przywłaszczanie kulturowe: co to jest?

Stefani wykazała się postawą typową dla przedstawicieli białego Zachodu. Chociaż świadomość na temat przywłaszczania kulturowego jest coraz większa, szczególnie w tyglach kulturowych pokroju Stanów Zjednoczonych, nadal zdarzają się sytuacje, w których dochodzi do tego przemocowego w wymiarze symbolicznym zachowania.

Zjawisko to w skrócie jest przywłaszczaniem sobie przez dominującą kulturę elementów z kultury marginalizowanej, by zaimplementować je jako część własnego dziedzictwa z wykluczeniem ich rzeczywistego pochodzenia. Tego typu zachowania są silnie związane z rasizmem i kolonializmem świata Zachodu. I, mimo że w ogólnym dyskursie rasizm i kolonializm jest obecnie potępiany, globalizacja i postęp technologiczny przyczyniają się do tego, że przywłaszczanie kulturowe trwa w najlepsze.

Zjawisko to jest bardzo złożone i problematyczne. Objawia się na wielu poziomach. W przypadku Stefani trzeba brać przede wszystkim pod uwagę wymiar ekonomiczny. Można pokusić się o stwierdzenie, iż artystka linią Harajuku Lovers dosłownie okradała kulturę japońską, bo jakby nie patrzeć, zarabiała niemałe pieniądze na swoich kosmetykach silnie inspirowanych Japonią.

W dzisiejszej rzeczywistości dochodzi jeszcze kontekst wzmożonego w ostatnich latach rasizmu w USA względem osób pochodzenia azjatyckiego. Sama Calaor skrytykowała swoją rozmówczynię za słowa, które padły podczas wywiadu w felietonie.

- Podobnie jak Stefani, nie jestem Japonką. Ale jestem Azjatką mieszkającą w Ameryce, w czasach wzmożonej nienawiści do Azjatów i mieszkańców wysp Pacyfiku. Jestem kobietą, która była wyzwana rasistowskimi obelgami ze względu na swój wygląd, bała się o bezpieczeństwo swojego ojca, gdy podróżował z nią metrem w Nowym Jorku i gotowała się ze złości, gdy dziadkowie byli atakowani i zabijani, tylko dlatego, że są Azjatami. Zazdroszczę każdemu, kto może twierdzić, że jest częścią tej tętniącej życiem, kreatywnej społeczności, ale unika części narracji, która może być bolesna lub przerażająca.

Calaor wraz ze współpracownikami Allure próbowali analizować słowa piosenkarki, zakładając, że być może źle ją zrozumieli. Jednak Stefani wielokrotnie podczas rozmowy podkreślała, że jest Japonką, a nawet... latynoską (z powodu wychowywania się w Los Angeles). Oczywiście dziennikarka nie zarzuca gwieździe złych intencji ani nie oskarża jej o rasizm spod znaku Ku Klux Klanu. Warto pamiętać jednak, że zjawisko rasizmu nie musi mieć wcale agresywnej formy, by nadal krzywdziło przedstawicieli grup o innym kolorze skóry niż biały.

Dziennikarka zwróciła uwagę na wypowiedź Gwen Stefani, by pokazać, jak ważne jest, by ważyć słowa i nie głosić żadnych wypowiedzi bezmyślnie, nawet jeśli intencje wypowiadającej je osoby są słuszne, szczególnie przez osoby docierające do dużej rzeszy ludzi. Bo prawdopodobnie Stefani chciała pokazać się jako osobę ignorującą wszelkie bariery etniczne czy kulturowe. I pewnie tak jest. Niesmak budzi jednak, że tą postawą próbuje tłumaczyć przywłaszczenie kulturowe, którego dokonała, tworząc linię perfum, będącą wizualnie wycinkami tętniącej życiem dzielnicy Tokio.

loader

RadioZET.pl/Allure