Zamknij

Coldplay w wyjątkowej rozmowie z Radiem ZET: "Czujemy się u Was jak w domu"

15.07.2022 19:30

8 lipca grupa Coldplay zagrała niezapomniany koncert na stadionie PGE Narodowy. Fani byli zgodni – to była muzyczna uczta i multimedialne spektakularne show, z którego słyną Brytyjczycy. Na stadionie oklaskiwało ich blisko 60 tysięcy widzów, a za samo wsparcie podziękował ze sceny wokalista grupy – Chris Martin.

Coldplay
fot. mat. prasowe

Kilka godzin przed koncertem, Panowie z Coldplay - perkusista Will Champion i basista Guy Berryman byli gotowi na rozmowę z Radiem ZET. Zakończyli soundcheck i w znakomitych humorach pojawili się w przygotowanym do wywiadu pokoju. Otwarci, żartujący, ciekawi rozmowy. Pytają o moje samopoczucie, jest ok. U nich podobnie. Zaczynamy.

Magdalena Barczyk: Jak przyjęła Was Warszawa? Widziałam w sieci, że była chwila na spacer.

Guy Berryman: Tak, miałem okazję spędzić trochę czasu na mieście i naprawdę ta przechadzka bardzo mi się podobała. To jest przepiękne miasto! Graliśmy tutaj wcześniej, ale jakoś nie było możliwości pospacerować, teraz się udało, jeszcze przy słonecznej pogodzie.

Will Champion: Poza tym jest bardzo zielono, pięknie! Fajnie jest przyjechać z innych wielkich miast, w których nie ma tylu drzew. W Londynie też jest zielono, więc u Was czujemy się jak w domu.

M: Guy, rozmawialiśmy kilkanaście dni temu i pytałeś mnie o polecenia miejsc w Warszawie. Zdążyliście już zjeść coś polskiego?

G: Tak było, to prawda, ale muszę ci powiedzieć, że to polskie jedzenie nas otacza, zobacz (pokazuje pierogi w misce) tu mamy pierogi. Zaraz spróbujemy. Oby to były najlepsze pierogi w mieście!

M: I oby Wam smakowały! Zerkam na zegarek, za jakieś trzy godziny wyjdziecie na scenę i zagracie dla kilkudziesięciu tysięcy fanów. Co was motywuje przed każdym występem? Zważając na to, że dzisiejszy koncert będzie… 27. w tej części trasy.

W: Przede wszystkim to jest szansa na granie naszych piosenek przed tysiącami ludzi. Atmosfera bycia razem i poczucie wspólnoty zwłaszcza po tak długim czasie, kiedy nie mogliśmy grać. Wracamy do miejsc, w których nie byliśmy przez kilka lat. Dzisiaj jesteśmy tu z wami, zagramy wielki koncert i podzielimy się wspólnie czasem, to motywuje nas najbardziej. Każdy występ ma potencjał na niezapomniany wieczór, dziś także razem będziemy częścią czegoś wielkiego.

M: To bez wątpienia. Wasze koncerty to są spektakle. Ale tym razem mają także ekologiczny wymiar. Kto wpadł na takie połączenie?

G: Chyba nie był to pomysł jednej osoby. Jesteśmy bardzo uwrażliwieni na fakt, że kiedy jedzie się w trasę, pochłania to mnóstwo energii, towarzyszy nam wiele maszyn, ciężarówek. Zważając na zmiany klimatu i to co dzieje się ze środowiskiem, uznaliśmy, że naszym obowiązkiem jest próba zmniejszenia naszego wpływu na te niekorzystne zmiany. Na szczęście mieliśmy dość dużo czasu, by przygotować kilka pomysłów, rozmawialiśmy także z kilkoma firmami, które pomogły nam zmniejszyć ślad węglowy. To było dla nas naprawdę ważne i staraliśmy się maksymalnie zmniejszyć zanieczyszczenie.

Ta trasa jest częścią promocji waszej płyty „Music Of The Spheres”. Mamy współprace z Seleną Gomez, mamy BTS i Maxa Martina. Jak wam się gra nowe numery na żywo przed publicznością?

W: Trudno powiedzieć, bo każdy wieczór jest inny. Gramy sporo nowych numerów, ale żaden koncert się nie powtarza, piosenki brzmią zawsze trochę inaczej. Na ten moment moją ulubioną piosenką do grania na żywo jest „Human Heart”. Pojawia się mniej więcej w połowie koncertu. Uroczy moment, piękna piosenka i pojawia się taki spokój... w całym tym koncertowym szaleństwie. Ten fragment naszego występu na razie podoba mi się najbardziej.

M: A jak wspominacie samo nagrywanie nowej płyty? Macie w głowie jakieś wyjątkowe sytuacje, które miały miejsce w czasie pracy nad krążkiem?

(zamyślają się i pytają wzajemnie, co przychodzi im do głowy)

W: Tę płytę nagrywało nam się… trudno, w wielu aspektach. Nie pomagały restrykcje w podróżach ze względu na COVID-19. Bardzo dużo czasu spędziliśmy na ciągłym przekładaniu sesji nagraniowych w Niemczech. Kiedy już mogliśmy podróżować, trzeba było ściągać ludzi ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Szwecji. Wszystko to trwało ponad cztery miesiące. Były takie sytuacje, że jednego poranka pojawiliśmy się niemal wszyscy w komplecie, a dostaliśmy telefon, że jeden z producentów nie dojedzie, bo otrzymał pozytywny wynik testu, następnego dnia kolejny producent musiał jechać do domu, bo też się gdzieś zaraził. Chcielibyśmy wspomnieć o jakichś zabawnych sytuacjach, ale przeważało ciągłe rozczarowanie (śmieją się). Ale kiedy była już opcja latania, to zebraliśmy się i wszyscy ekspresowo zaczęliśmy dogadywać szczegóły sesji w Niemczech i Szwecji i pojawialiśmy się natychmiastowo. O, wiem, co jeszcze chciałbym Ci powiedzieć. Kilka piosenek na nową płytę nagrywaliśmy w studiu Benny’ego z Abby, w Szwecji.

G: Tak, to było super.

W: Być tam, gdzie nagrywali ich wspaniałą muzykę to magiczna sprawa. Nie mieliśmy więc zaskakujących historii w zabawnym sensie, ale jak sama widzisz… działo się (śmiech).

M: No tak, jestem zadowolona z waszej odpowiedzi (śmiech). Panowie, to przeszłość, a zerknijmy w przyszłość. Jesteście jednym z największych zespołów w historii. Czy czujecie, że na rynku osiągnęliście już wszystko? Pojawiają się jakieś nowe cele, marzenia?

G: Wiesz, my w zasadzie nigdy nie patrzymy wstecz, interesuje nas to, co przed nami. Zawsze mamy w zanadrzu projekty, nad którymi pracujemy, staramy się cały czas poprawiać naszą jakość, żeby to, co robimy, miało jak największą wartość. Staramy się odcinać od pochwał, nagrody nigdy nie były dla nas wyznacznikiem. Najważniejsze jest to, jak my czujemy się z wykonywaną pracą. Przyszłość jest dla nas kluczowa.

M: W Polsce lubimy śpiewać sobie fragment pewnego tematu filmowego, który brzmi „40 lat minęło jak jeden dzień”. U Was minęło lat 26. Nadal jesteście najlepszymi przyjaciółmi? Mogę sobie tylko wyobrazić, że czterech facetów z charakterem może się czasem poróżnić…

W: W naszym przypadku jest tak, że utrzymanie wspólnych relacji i przyjaźni było dla nas tak samo ważne jak muzyka, którą tworzymy. Bardzo wcześnie, dosłownie w pierwszych dniach naszej działalności zdecydowaliśmy, że jesteśmy w tym razem i nie chcemy, by cokolwiek stanęło pomiędzy nami. Razem prowadzimy ten projekt, podejmujemy decyzje, planujemy trasy. Każdy musi być zadowolony, bo kochamy to co robimy i nie chcemy tego zaprzepaścić. Troszczymy się o siebie wzajemnie i nasze wspólne relacje. W gruncie rzeczy to bardzo proste, jesteśmy zaangażowani i to jest ważne.

M: To w takim razie jeśli jako jedna grupa – zespół Coldplay - moglibyście coś zmienić, jakąś jedną rzecz – na świecie i w swoim zespole, co by to było?

G: Uuuu… dobre pytanie… Zdecydowanie usunąłbym ze świata wojny. To nigdzie nie powinno się dziać. Czy zmieniłbym coś w zespole…? Hmmm… Will, przyznaj się, co byś zmienił? (śmiech)

W: Boże, czekaj, myślę… Chyba nie ma takiej rzeczy, którą bym specjalnie chciał zmienić. Myślę, że jesteśmy wielkimi szczęściarzami, że udało nam się razem zajść tak daleko. Zmiana mogłaby się okazać ryzykowna, mi jest dobrze z tym jak się to wszystko układa. Zdecydowanie przyłączam się do Guya, wojny są nikomu niepotrzebne. To jest niezrozumiałe, że w dzisiejszych czasach ludzie ze sobą walczą i zabijają się nawzajem. Z tym należy skończyć.

M: Pełna zgoda, jak zapewne wiecie, my w Polsce w szczególny sposób odczuwamy to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Mamy nadzieję, że uda się tę wojnę jak najszybciej zakończyć.

Panowie razem: Oby tak było.

M: No dobrze, to skoro lubicie zaglądać w przyszłość, to chciałabym zapytać, czy jest już jakiś pomysł na kolejny muzyczny projekt. Może płyta?

G: Nie zatrzymujemy się w pisaniu, ciągle coś wymyślamy, nadal się rozwijamy. To jest proces. Ale muszę Ci powiedzieć, że tym razem… nie mamy żadnego planu na łączenie czegoś w większą rzecz, którą później wydamy. Na razie cieszymy się trasą, cieszymy się także tym, że nie opuszcza nas kreatywność w studiu. Czyli konkretów płytowych na razie brak.

M: Pytam nie przez przypadek. Jeszcze brzmi nam w uszach wywiad Chrisa, który zapowiedział, że w 2025 roku wydacie swoją ostatnią płytę. Cóż to jest za deklaracja? Co jest jej powodem?

W: Hahahaha, dobrze strzeliłaś z tym pytaniem (śmiech). Mówił tak po naszej drugiej płycie, po pierwszej płycie, trzeciej, czwartej i piątej… (śmiech) A mówiąc poważnie. Ważne jest to, że zauważyliśmy zupełnie inny sposób słuchania muzyki w obecnych czasach. Nasza historia to wydawanie płyt, pewna całość zamknięta w krążkach – to jest świetne. Ale rozumiemy też, że dzisiaj ludzie coraz rzadziej po nie sięgają. My oczywiście nadal chcemy nagrywać, tworzyć muzykę – tak długo, jak ludzie będą chcieli jej słuchać, ale sposób jej prezentacji to już inna kwestia. Branża muzyczna jest już zupełnie inna niż wtedy, kiedy zaczynaliśmy i podpisywaliśmy pierwsze kontrakty w latach 90. Jesteśmy otwarci na wszystko i nadal czujemy się podekscytowani na wspólne występy i wspólne pisanie piosenek. Będziemy się wszystkiemu przyglądać, na razie koncentrujemy się na tej trasie, bo to dla nas fantastyczny czas.

M: To w takim razie tu i teraz mówię oficjalnie: mam nadzieję, że to nie jest wasz ostatni koncert w Polsce.

W: Też mam taką nadzieję. Inaczej – ja jestem pewien, że do Was wrócimy.

M: Panowie bardzo Wam dziękuję za rozmowę!

Panowie razem: To my dziękujemy, przemiło było z Tobą porozmawiać!