Zamknij

"Wiking" - RECENZJA. Oceniamy nowy film Roberta Eggersa, twórcy wybitnego "The Lighthouse"

Michał Kaczoń
20.04.2022 11:18
Wiking - kadr z filmu
fot. materiały prasowe UIP

„Wiking” Roberta Eggersa to brutalny, zaskakujący i niezwykle angażujący film, opowiadający o zemście, przeznaczeniu i walce o własną godność. Jak wypadł nowy film twórcy „The Lighthouse”? Oceniamy.

Akcja „Wikinga” rozgrywa się w X wieku i opowiada krwawą historię księcia Amletha, który jest świadkiem brutalnego morderstwa swojego ojca z rąk brata. Młody chłopak sam cudem unika śmierci z rąk popleczników wuja. Ratując swoje życie, poprzysięga zemstę na mężczyźnie, który zniszczył jego dotychczasowe, poukładane życie.

„Pomszczę cię, ojcze. Uratuję cię, matko. Zabiję cię, Fjolnirze” – powtarza niczym mantrę, gdy ucieka z wioski.

W tym miejscu następuje wieloletni przeskok czasowy i oglądamy dorosłego już Amletha, który wiedzie stateczne życie. Nie zapomniał jednak o obietnicy złożonej w dzieciństwie. Czeka jedynie na właściwy moment, by uderzyć we wroga ze zdwojoną siłą. W tym miejscu można jednak zaprzestać opis fabuły filmu. Warto jednak podkreślić, że podania o księciu Amlethcie i jego krwawej zemście, były inspiracją dla Williama Szekspira, gdy pisał jedno ze swoich największych dzieł, czyli słynnego „Hamleta”. Szekspirowskie fatum nie wzięło się przecież znikąd, a „Wiking” doskonale pokazuje mroczną, brutalną i pełną przepowiedni opowieść, która potrafi silnie zaangażować i oddziaływać na wszystkie zmysły widza.

"Wiking" - kadr z filmu - Młody Amleth
fot.

fot. materiały prasowe UIP

„Wiking” – recenzja. Brutalne widowisko najwyższej próby 

„Wiking” to film brutalny, wystudiowany, świetnie przemyślany i wspaniale zagrany. Cała obsada jest znakomita, ale to Nicole Kidman w jednej scenie kradnie ekran tylko i wyłącznie dla siebie. Ten zaskakujący i naturalistyczny moment, w którym aktorka jest drapieżna i nieobliczalna może być wręcz jednym z najlepszych występów w jej karierze. Jeśli Amerykańska Akademia Filmowa nie będzie się obawiać takiego wyboru, Kidman powinna być nominowana do Oscara za swoją kreację. Totalna petarda o spóźnionym zapłonie.

Zresztą nie tylko Kidman jest tutaj aktorskim zwierzęciem. W zasadzie od każdego aktora, który pojawia się na ekranie, bije aura dzikiej zwierzęcej energii. Sceny, w których Ethan Hawke i Oscar Novak, grający młodego Amletha, dosłownie udają dzikie psy, ustawia ton na cały film. Aktorzy są dzicy, nieokiełznani i nieobliczalni. Czuć też, że jedynie ich człowieczeństwo trzyma ich nieokrzesaną, zwierzęcą energię w ryzach. Podkreślone to zostaje we wspaniałym, małym momencie, w którym na bohatera Alexandra Skarsgarda szczeka prawdziwy pies. Wystarczy, że mężczyzna obnaży zęby i zawarczy, by zwierzę kuliło się w przestrachu.

"Wiking" - kadr z filmu - Nicole Kidman
fot.

fot. materiały prasowe UIP

„Wiking” – recenzja filmu Roberta Eggersa. Immersyjne doznanie audiowizualne

Robert Eggers stworzył film immersyjny, który dosłownie zanurza widza w świecie przedstawionym. „Wiking” to obraz brutalny, dosadny i bardzo wprost, a jednocześnie pozwalający widzowi spojrzeć w strefę niedopowiedzenia, snów i mar sennych, które nawiedzają bohaterów. Niektóre wizje zostaną z nami na dłużej, a całość jest tak przepięknie nakręcona, że nie sposób oderwać wzrok od ekranu. Chwilami wirtuozeria zdjęć operatora Jarina Blaschke zwyczajnie wylewa się z ekranu. Tak, jak praca kamery w „The Lighthouse” sprawiała, że klimat filmu niemal oblepiał widza, tak tutaj kunszt zdjęć wywołuje inne organoleptyczne doznania. Widz ma wrażenie, że chłód bijący z ekranu aż wieje po nogach – tak wiarygodne, namacalne i naturalistyczne są te zdjęcia. Ogromna w tym zasługa przewspaniałego pomysłu inscenizacyjnego – wszystkie sceny kręcone są przy świetle naturalnym. Gdy zaś akcja rozgrywa się w ciemnych pomieszczeniach, oblicza bohaterów oświetlane są jedynie naturalnym światłem świec. Robi to piorunujące wrażenie, a na dodatek skraca dystans między widzem, a bohaterami. Pozwala czuć, że jesteśmy tam razem z nimi. 

Innym wyśmienitym zabiegiem jest zabawa z kolorem. Wiele sekwencji utrzymanych jest w ciemnej, dwubarwnej tonacji. Kiedy jednak w kadrze pojawia się ogień, na ekranie widzimy także przebłyski innych barw. Czasami są to tak subtelne zmiany, że zastanawiamy się wręcz, czy to, co widzimy na ekranie rzeczywiście zmieniło barwę, czy może to w naszych własnych oczach mieni się kolorami? Piękne jest też nawiązanie, zastosowane już w drugiej scenie obrazu. Widzimy wtedy na ekranie lecącą nad morskimi falami mewę. Moment ten natychmiast przywodzi na myśl poprzedni film duetu reżysersko-operatorskiego, czyli doskonały „Lighthouse”.

"Wiking" - kadr z filmu - Alexander Skarsgard
fot.

fot. materiały prasowe UIP

„The Northman” – recenzja. Oceniamy nowy film Roberta Eggersa

„Wiking” to dzieło angażujące, przyciągające i silnie oddziałujące na widza. Wspaniała filmowa przygoda, która potrafi zaangażować i wielokrotnie pozytywnie zaskoczyć. Choć „Wiking” bardzo mi się podobał, uważam, że „The Lighthouse” z jego oblepiającą niczym macki atmosferą, jest dziełem lepszym, choć utrzymanym w nieco innym klimacie. Nie sposób nie zauważyć jednak, że Eggers jest twórcą niezwykle świadomym i pewnym swojej autorskiej wizji. Już nie mogę się doczekać jego kolejnych produkcji.

Ocena: 8/10

Rozlicz PIT i przekaż 1 procent Fundacji Radia ZET