Zamknij
Serial "Odwilż"
Kadr z serialu "Odwilż"
fot: Krzysztof Wiktor/mat. prasowe
ZBRODNIA I KARA

Tajemnicza Katarzyna Zawieja i jej “Odwilż”

Redaktor Radia Zet
01.04.2022 15:34

Odwilż stanowi tutaj nie tylko określenie fizycznego stanu, ale także pewnego wewnętrznego procesu, który zachodzi w głównej bohaterce - mówi Bartek Kotschedoff, jeden z aktorów nowego polskiego serialu „Odwilż” produkcji HBO Max. O kulisach pracy na planie opowiedziała nam również aktorka Katarzyna Wajda i reżyser Xawery Żuławski.

Michał Kaczoń: „Odwilż” opowiada historię młodej policjantki, wdowy i matki sześcioletniej córki, która zostaje wplątana w sprawę niezwykle brutalnego i zagadkowego morderstwa.  Co najbardziej przyciągnęło was do tego projektu?

Xawery Żuławski, reżyser: Moim zdaniem najciekawiej kręci się filmy o kobietach. Doszedłem do takiego wniosku po moich doświadczeniach z serialami „Krew z krwi” czy „Diagnoza”. Lubię kobiecą wrażliwość. Sądzę, że dzięki niej daje się budować bardzo wzruszające i mocne momenty. Kiedy więc dostałem propozycję współpracy z HBO i miałem do wyboru dwa projekty, od razu wiedziałem, że chcę zaangażować się ten z bohaterką w centrum.

Katarzyna Wajda, gra Katarzynę Zawieję: Zawieja jest tajemniczą i świetnie napisaną postacią. Fascynowało mnie w niej w szczególności to, że żyje w dwóch nieprzystających do siebie światach: jest matką i policjantką. Musi być łagodna i opanowana, a jednocześnie w pracy stanowcza i zdecydowana. Na dodatek próbuje być idealna w obu tych rolach, a jak wiemy takie próby zawsze skazane są na porażkę. Zawsze na którymś polu powinie ci się noga, coś spieprzysz i coś będzie kosztem czegoś innego. Widziałam te rozterki bohaterki już w scenariuszu i wydały mi się łakomym aktorskim kąskiem. Chciałam się wgryźć w taką postać i móc ją zbudować po swojemu. Byłam też bardzo podekscytowana, że jest to osoba, która bardzo polega na swojej sprawności fizycznej. Dzięki temu, że Zawieja posiada wiele różnych umiejętności, ja też mogłam nauczyć się nowych rzeczy, chociażby sterować motorówką. Nie było tutaj żadnego ściemniania czy udawania, musiałam rzeczywiście nabyć nowe umiejętności, co bardzo mi się podobało. 

Bartek Kotschedoff, gra Krzysztofa Trepę: Mnie urzekł sposób prezentowania głównej bohaterki, a także ciekawy zabieg związany z samym tytułem. „Odwilż” stanowi tutaj nie tylko określenie fizycznego stanu, ale także pewnego wewnętrznego procesu, który zachodzi w Zawiei. Miałem wrażenie, że ten tytuł odnosi się i odzwierciedla nie tylko zewnętrzny stan, ale także wewnętrzny proces wchodzenia bohaterki w głąb siebie i odkrywania. Powiedzmy odwilżania, odmarzania jej własnych uczuć, zamrożonych w wyniku nieprzepracowania osobistej traumy. To mi się bardzo podobało. Lubię, jak opowieść jest symboliczna, a wewnętrzne problemy zostają pokazane w fabule. 

Katarzyno, wspomniałaś że Zawieja łączy takie dwa nieprzystające do siebie światy: matki i policjantki. Jak Ty widzisz relację bohaterki z córką i co byś powiedziała komuś, gdyby zarzucił Zawiei, że przez to co robi, jest złą matką?

Katarzyna Wajda: Dużo czasu poświęciliśmy na rozwój relacji bohaterki z córką. Marcelina Stępkowska była wspaniałą partnerką w naszych wspólnych scenach. Zadbano też o odpowiednie przygotowanie do pracy na planie. Przed trudniejszymi scenami odbyła stosowne rozmowy z psychologiem, żeby umieć oddzielić aktorskie emocje od własnych i nie brać do siebie scen, które przyjdzie nam grać. Mam nadzieję, że ten serial i ta relacja przełamie jakieś tabu i otworzy widzom oczy na to, że nie warto stosować łatki stereotypowego myślenia, że ktoś jest “złą matką”. Sądzę bowiem, że nie ma czegoś takiego jak “zła matka”.

Ten serial dobitnie pokazuje, że kobiety mogą być samotne, zmęczone, znajdować się na skraju wytrzymałości i zwyczajnie potrzebować pomocy oraz bliskości, ale nie są przez to złymi matkami. Mogą po prostu potrzebować pomocy w znalezieniu elementów, które sprawią, że będą najlepszymi wersjami samych siebie – nie tylko dla siebie, ale i dla swojego dziecka. Musimy wyswobodzić się ze stereotypowego myślenia. Zwłaszcza, jeśli robimy wszystko tak, jak najlepiej potrafimy i tylko po prostu czasem potrzebujemy pomocy. Mam więc nadzieję, że ten serial pozwoli spojrzeć na ten problem z szerszej perspektywy. Mam wrażenie, że spory nacisk położono tu na rozterki głównej bohaterki w zakresie jej niełatwej relacji z córką, co wydało mi się bardzo ciekawe.

Bartek Kotschedoff i Katarzyna Wajda w serialu "Odwilż"
fot. Krzysztof Wiktor/mat. prasowe

Tym, co rzuca się w oczy już na samym początku, są świetne, klimatyczne zdjęcia. W szczególności w pierwszym odcinku jest kilka doskonałych jazd kamery. Jestem ciekawe  zamysłu realizatorskiego scen pościgu czy sceny w Filharmonii oraz ogólnej współpracy z operatorem, Tomaszem Naumiukiem. 

Xawery Żuławski: Wychodzę z założenia, że każdy projekt musi mieć odpowiednią formę. Na początku drogi zastanawiamy się więc, jakiego rodzaju historię opowiadamy i w jaki sposób najlepiej będzie ją poprowadzić. W przypadku „Odwilży” mamy do czynienia z thrillerem psychologicznym z elementami kina noir. Na wczesnym etapie wiedzieliśmy, że od strony wizualnej będziemy chcieli operować mgłą, wodą, mrokiem nocy. Musieliśmy zapewnić tej historii odpowiedni „wet down”, czyli nasączenie. Kiedy kręciliśmy niektóre sekwencje „na sucho”, sceny te tak bardzo odstawały od całości, że musieliśmy je albo kręcić na nowo albo pomagać sobie CGI (ang. computer generated images, efekty specjalne), żeby w ten sposób je odpowiednio „zmoczyć”, „zwilżyć”.

Drugim elementem jest sama praca kamery. Tutaj ogromną rolę odegrały pomysły naszego operatora, Tomka Naumiaka. To właśnie on zaproponował, żeby użyć kamery na tzw. jibie, który jest długim ramieniem, na którego końcu zamontowana jest kamera. Steruje się nim za pomocą specjalnych korb umożliwiających obrót kamery w wielu kierunkach. Jako że ramię tego urządzenia jest dość duże, zajmowało sporo miejsca, a przez to dawało nowy, dodatkowy komfort pracy aktorów. Ze względów przestrzennych, aktorzy otrzymali dużo więcej przestrzeni fizycznej wokół siebie i mogli nie dostrzegać członków ekipy, którzy przypatrują się ich pracy. Na ekranie mamy zaś wrażenie, że aktorzy są całkiem sami. Sądzę, że dało to poczucie większej swobody i intymności, i zadziałało na naszą korzyść.

Na dodatek dzięki temu urządzeniu możliwe jest wykonywanie wielu panoramicznych jazd kamery, które robią piorunujący efekt. Jak chociażby w scenie świetnego wejścia do budynku filharmonii czy pościgu z pierwszego odcinka.

Katarzyna Wajda: Ten dzień w Filharmonii Szczecińskiej to chyba mój ulubiony dzień na planie. Przepiękny budynek i miejsce. Pamiętam dokładnie, jak siedzieliśmy w tym pięknym białym foyer, a ja na te bielusieńkie schody musiałam wchodzić zabłoconymi butami.

Lubię ten dzień też dlatego, że musieliśmy się wtedy nauczyć bardzo specyficznej pracy z kamerą. Poprzez to, że znajduje się ona na tym jibie i niemal cały czas jest w ruchu, musieliśmy wykonywać z nią niemalże taniec. Łapać odpowiedni, wspólny rytm i pamiętać, jak mamy się poruszać.

Tak samo w scenie pościgu po podwórkach.

Katarzyna Wajda: Tak, mam w ogóle wrażenie, że nagraliśmy chyba ze sto dubli tej sceny, tyle było tych ustawień kamery. Zależało mi, żeby samodzielnie biegać w tej scenie, co potem poskutkowało ogromnym siniakiem na pół nogi, a biodro bolało mnie przez kilka dni. Jest tam też taki fragment, w którym przeskakuję przez płot. Tę scenę kręciliśmy chyba z dziesięć razy i miałam wrażenie, że za każdym razem ten płot robił się coraz wyższy (śmiech). 

Najgorsze były ujęcia z drona, z bardzo dużej wysokości. W scenariuszu napisane jest, że Zawieja biegnie sprintem za zbiegiem. A że z oddali byłam malutka, rzeczywiście musiałam za każdym razem biec ile sił w nogach. Pamiętam, jak pierwszy raz biegłam przez tę trasę – miałam wrażenie, że ona nigdy się nie kończy. Finalnie jestem bardzo zadowolona, że miałam możliwość sama wziąć udział we wszystkich scenach akcyjnych. Nie chcę zdradzać za wiele, ale jestem ogromnie dumna z sekwencji bójki. Cieszę się, że miałam szansę przygotowywać się do niej z kaskaderem, a w całości jest chyba tylko jeden moment, w którym zastępuje mnie kaskaderka.

Bartosz Kotschedoff: W ogóle mieliśmy ogromny komfort pracy z kamerą i przede wszystkim odpowiedni czas, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik. Pamiętam, jak wiele nauczyłem się na temat pracy z dronami. Nie wiedziałem wcześniej, że może ona tak wyglądać. Ta sekwencja pościgu, o której wspomina Kasia, była rzeczywiście wymagająca, ale finalnie szalenie satysfakcjonująca.

Dlaczego zdecydowaliście się nakręcić serial właśnie w Szczecinie? Co to miasto dało waszej historii? Czy macie poczucie, że ta historia wybrzmiałaby nieco inaczej, gdyby rozgrywała się w innym miejscu na mapie? 

Xawery Żuławski: Muszę szczerze przyznać, że wybór Szczecina nie należał do mnie. W momencie, w którym zaproponowano mi współpracę przy tym projekcie, już było wiadomo, że to właśnie tam rozgrywać się będzie akcja. Mogę zatem dodać jedynie, że po tym, jak pojechaliśmy na dokumentację zdjęciową i zobaczyliśmy te wszystkie ciekawe miejsca, wiedziałem, że musimy wynieść jak najwięcej akcji na zewnątrz. Szczecin okazał się być magiczny, bo ma wiele różnych odsłon – jest niezwykle plastyczny filmowo. Może być zarówno wielkomiejski, wielkoeuropejski, ale ma też swoje post-sowieckie elementy. Znajduje się tu też wspaniała stocznia, którą podrapaliśmy jedynie małym palcem. Kręcenie w tych plenerach było wielką i wspaniałą przygodą.

Szczecin okazał się być magiczny, bo ma wiele różnych odsłon – jest niezwykle plastyczny filmowo

Tak, świetnie dobraliście lokacje. Ja byłem pod wielkim wrażeniem chociażby scen na wyspie i specyficznego muralu z klaunem, który od razu przywiódł mi na myśl sceny z „Detektywa”. 

Xavery Żuławski: Tak, wybór lokacji to była wspaniała przygoda. Kiedy natrafiliśmy na ten mural, od razu wiedzieliśmy, że musi znaleźć się w “Odwilży”. Zresztą „Detektyw” był gdzieś z tyłu naszej głowy, kiedy przygotowywaliśmy sobie referencje do stylu tego serialu, więc świetnie, że to się tam znalazło. 

Jakie było wasze ulubione miejsce realizacji zdjęć? 

Katarzyna Wajda: Wiele jest takich miejsc. Ja przed rozpoczęciem zdjęć, nie znałam w ogóle Szczecina. Szybko jednak to miasto bardzo mnie urzekło. Zwłaszcza, że dzięki sposobowi, w jaki go ukazujemy na ekranie, zdobywa on jeszcze ciekawszą aurę. 

Jednym z najciekawszych miejsc, w których kręciliśmy była dla mnie komenda – zarówno ta w środku, kręcona na planie, jak i na zewnątrz – przy tym małym porcie. Nigdy nie zapomnę widoku tego portu i wody oraz wszystkich statków,. No i ten zapach! Tam niedaleko znajduje się ładownia, gdzie pakuje się kakao, więc unosił się tam niesamowity zapach, który już na zawsze będzie mi się kojarzyć z tym miejscem. No i filharmonia, ale o tym już rozmawialiśmy.

Bartek Kotschedoff: Ja też mam kilka takich ulubionych miejsc, mimo że mam wrażenie, że znam Szczecin na wylot. Pochodzę ze Stargardu Szczecińskiego, więc dobrze znam te okolice. Sądzę jednak, że sposób, w jaki uchwyciliśmy to miasto na ekranie jest naprawdę ciekawy. Chyba najbardziej lubię, jak bardzo wykorzystaliśmy wodę i rzekę Odrę w prowadzeniu akcji. Duża część scen rozgrywa się na motorówkach policyjnych, a my mamy szansę zbliżyć się do części bardziej stoczniowej. Tam w ogóle jest bardzo pięknie i filmowo. Tak fabrycznie. Mamy też ruiny poniemieckiej fabryki, chyba jakichś paliw syntentycznych. Wielki betonowy kompleks, który wygląda bardzo futurystycznie. To miejsce podczas wojny zostało zbombardowane i teraz wygląda jak z jakiejś hollywoodzkiej produkcji. Mieliśmy też szansę chodzić po tym całym labiryncie bunkrów, które ciągną się setkami metrów, porośnięte już częściowo lasem. Świetnie było grać w takich warunkach, Miałem wrażenie, że poznaję miasto na nowo.

Pandemia przerwała wam pracę na planie. Jaki miało to wpływ na waszą pracę i potem powrót po kilku miesiącach?

Xavery Żuławski: Tak się złożyło, że gdy przyszła pandemia i ogłaszano lockdown, my akurat byliśmy w trakcie ostatniego dnia zdjęciowego przed planowaną dwutygodniową przerwą. Pamiętam jak dziś, że wszyscy siedzieliśmy z telefonami w rękach, czekając na rozwój wydarzeń. Jednak z powodu tej przerwy, zapisanej w grafiku, pandemia nie uderzyła w nas aż tak z perspektywy psychologicznej. Nie musieliśmy bowiem nagle przerywać pracy, tylko i tak planowaliśmy rozjechać się w swoje strony. Po prostu przerwa rozrosła się nam z dwóch tygodni aż do pół roku. 

Ten czas przyczynił się do pewnego przegrupowania i lepszego przemyślenia pewnych rzeczy i intensywnej pracy literackiej nad kolejnymi odcinkami serialu. Mieliśmy czas, aby zmontować te odcinki, które już zostały nakręcone i przygotować się do kolejnych dwóch miesięcy dalszej pracy. Te działania pozwoliły nam też być jeszcze lepiej przygotowanymi, gdy później rzeczywiście wróciliśmy na plan.

Katarzyna Wajda: Dla mnie to było bardzo trudne. Bardzo wybiło mnie z rytmu, w który wpadłam w pierwszych tygodniach pracy nad serialem. Pamiętam, że przed tą przerwą, tak weszłam w tę rolę, że nawet poza planem robiłam wszystko w rytmie Zawiei, łącznie z jej specyficznym chodem. Czułam się z nią? Jak ryba w wodzie. Kiedy jednak nastąpiła ta przedłużona przerwa, z początku niełatwo było mi powrócić do rzeczywistości – do domu z dziećmi i do innych problemów. To było takie brutalne przejście z dnia na dzień. Okazało się też, że w czasie tej przerwy trudno było chociażby utrzymać kondycję fizyczną. Kiedy zaczynaliśmy myśleć o powrocie, okazało się nagle, że bardzo schudłam. Jak mnie zobaczył Xawery (reżyser - red.) z Tomkiem (operator - red.) to aż się złapali za głowę. Ich zdaniem moja twarz skurczyła się o połowę. Zaczęli się zastanawiać, jak to w ogóle będą mogli zmontować i dopytywali tylko, czy  przestałam w ogóle jeść w tej pandemii. Zwłaszcza, że ludzie zwykle tyli podczas tego okresu, a u mnie poszło to w drugą stronę. 

Pierwszy dzień po powrocie na plan był wyjątkowo trudny. Pamiętam, że wtedy dużo się działo na zewnątrz, dużo było zawirowań politycznych, więc przestawienie się znowu w ten tryb Katarzyny Zawieji, sprawiało pewne kłopoty. Kiedy jednak już pojechaliśmy do Szczecina, a ja zobaczyłam z powrotem tę scenografię, Zalew Szczeciński i poczułam zapachy tej komendy, pomyślałam, że wróciłam do domu, wsiadam na ten rower i jadę dalej (śmiech).

Bartek Kotschedoff: Ja to zapamiętałem trochę inaczej. Jak dziś pamiętam w szczególności ten dzień, w którym Morawiecki ogłosił pierwszy lockdown i początek pandemi. Oraz ten niepokój, związany z niepewnością co to będzie, co się teraz stanie. Nikt nic nie wiedział przecież. Zastanawialiśmy się czy w ogóle będzie życie na Ziemi, bo wtedy nikt nie wiedział czego się spodziewać. Dla mnie więc ten powrót po pół roku to była przede wszystkim wielka ulga i radość – że udało nam się zobaczyć znowu, że żyjemy, że nie zabrakło nikogo z naszej ekipy. I to nie był wielki problem, żeby wrócić na dalsze tory realizacji po tym niespełna pół roku. Pamiętam tylko, że musieliśmy się nauczyć tych nowych procedur i przestrzegania wszystkich reguł reżimu sanitarnego. Maseczki, testy, dystans społeczny i taka ruletka, czy przypadkiem ktoś nie będzie zarażony. To było dość nieprzyjemne. Teraz mamy luksus, jak na to patrzę z perspektywy czasu.

„Odwilż” zadebiutuje na platformie HBO Max już w piątek 1 kwietnia. Tego dnia na platformę trafią dwa pierwsze odcinki. Kolejne, po dwa, co tydzień. Premiera w linearnym kanale HBO przewidziana jest zaś na 1 maja. 

Katarzyna Wajda – polska aktorka, najlepiej znana z ról w serialach „Kruk“, ‚Stulecie Winnych“ oraz filmach: „Ikar. Legenda Mietka Kosza“ czy „Jesteś Bogiem“.

Bartek Kotschedoff – aktor i scenarzysta filmowy, najlepiej znany z ról w filmach „Atak Paniki” (jest też współautorem scenariusza) oraz seriali: „Wataha”, „Bodo”, „Pierwsza miłość” czy „Motyw”.

Xavery Żuławski - polski reżyser i scenarzysta filmowy, trzykrotnie nagradzany podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Twórca „Mowy ptaków“ i „Wojny polsko-ruskiej“. Pracował także przy serialach telewizyjnych „Krew z krwi“, „Prawo Agaty“ i „Diagnoza“. Prywatnie syn Andrzeja Żuławskiego, uznanego twórcy filmowego (m.in „Kosmos“, „Opętanie“ czy „Szamanka“) i aktorki Małgorzaty Braunek.

Redaktor Radia Zet