Zamknij
Nie patrz w górę - kadr z filmu
Nie patrz w górę - rozmowa z twórcą i obsadą filmu Netflixa
fot: fot. materiały prasowe Netflix
"KATASTROFA JEST NIEUNIKNIONA"

Meryl Streep, Leonardo DiCaprio i Jennifer Lawrence dla RadioZET.pl

Michał Kaczoń
Michał Kaczoń Redaktor Radia Zet
17.12.2021 12:53

Katastrofa klimatyczna jest niczym atak dzikiego zwierzęcia – reżyser Adam McKay i gwiazdy „Nie patrz w górę“ opowiadają o ważnym przekazie filmu, którego premiera już 24 grudnia na Netflix.

„Nie patrz w górę” to najnowszy film Adama McKaya, reżysera i scenarzysty nominowanych do Oscara filmów, jak „Vice” czy „Big Short”. Najnowszy film amerykańskiego twórcy opowiada o końcu świata. Para naukowców odkrywa, że w kierunku Ziemi zbliża się asteroida, która może zniszczyć planetę za nieco ponad pół roku. Odkrycie jest tak przerażające, że oboje próbują zrobić wszystko, co w ich mocy, aby zaangażować odpowiednie służby, które mogą rozwiązać problem. Starają się przemówić do rozsądku najważniejszym osobom w kraju, aby natychmiast rozpoczęły działania prewencyjne. Sęk tkwi w tym, że nikt tak naprawdę nie chce ich słuchać. O powodach tego stanu rzeczy, o tym jak politycy wykorzystują naukę do własnych celów oraz podobieństwach do dzisiejszej sytuacji na świecie, rozmawialiśmy z twórcami i obsadą filmu „Don’t Look Up”: reżyserem i scenarzystą Adamem McKayem oraz głównymi aktorami: Meryl Streep, Leonardo DiCaprio, Jennifer Lawrence, Jonah Hillem, Tylerem Perrym, aktorem i piosenkarzem Scottem „Kid Cudim” Mescudim oraz Amy Mainzer, konsultantką naukową produkcji. 

Michał Kaczoń: Jennifer, w filmie kometa, która ma zniszczyć Ziemię, nazwana zostaje nazwiskiem twojej postaci. Jakie to uczucie być nosicielem nazwy czegoś, co ma siać globalną katastrofę? Jak Twoja postać się z tym czuje? 

Jennifer Lawrence: Myślę, że jej reakcja przechodzi sporą ewolucję. Z początku jest ogromnie podekscytowana, bo właśnie dokonała wiekopomnego odkrycia. Jest więc zachwycona, że asteroida będzie nosić jej imię. Wszystko jest pięknie, aż do momentu, w którym orientuje się, że to zwiastun katastrofy i że teraz wszyscy obawiają się jej nazwiska. 

Meryl Streep: Wiadomo, że naukowcy chcą zostać uczczeni za dokonanie swojego odkrycia, ale ja zawsze zastanawiam się, w jaki sposób musiał czuć się doktor Alzheimer (śmiech).

Meryl Streep prezydentem w filmie "Nie patrz w górę"
fot. materiały prasowe Netflix

Meryl, Twoja bohaterka jest prezydentką Stanów Zjednoczonych, która dość swobodnie podchodzi do kwestii naukowych. Czy na kimś konkretnym wzorowałaś swoją postać?

Meryl Streep: Nie starałam się naśladować nikogo konkretnego. Było wprawdzie sporo możliwości, gdyż w ostatnim czasie przecież tyle niedorzecznych i pozbawionych wstydu ludzi z jakiegoś powodu znajdowało się na wysokich stanowiskach. Zdecydowałam się jednak stworzyć tę bohaterkę jako osobę, którą napędza czyste id, popęd. Prezydent Orlean jest kobietą, która ma wieczny niedosyt i apetyt na więcej. Pragnie kumulować coraz więcej siły, władzy, wpływów i pieniędzy. Do tego musi zawsze mieć idealnie wypielęgnowane paznokcie i nienaganną fryzurę. 

Tyler Perry: No i torebkę Birkin (śmiech).

Torebka Birkin - model damskiej torebki produkowanej przez firmę Hermès. Symbol statusu, gdyż jej ceny sięgają nawet półtora miliona złotych

Scott Mescudi: I eleganckie garnitury.

Meryl Streep: Tak, jej garderoba była rzeczywiście wspaniała. Miała doskonałą garderobą, ale zero poczucia solidarności ze swoimi obywatelami. A to jest jednak niezbędne do sprawowania tego urzędu. Trzeba przyznać, że posiadanie takiego stanowiska to ogromna odpowiedzialność i duże brzemię, które należy dźwigać. Trzeba poświęcić się dla tej pracy. Tak samo jak twoja rodzina. To niezwykłe, że jednak znajdują się dobrzy ludzie, którzy nie tracą poczucia misji i działania na rzecz dobra narodu, mimo wielu pokus, które mogą na nich czyhać.

Jennifer, Leonardo – gracie w tym w filmie parę naukowców. Czy sądzicie, że „Nie patrz w górę” zmieni percepcję tego zawodu w oczach widzów?

Leonardo DiCaprio: Chciałbym tak myśleć. Mam nadzieję, że ten film uzmysłowi ludziom, że należy słuchać naukowców i osób lepiej wykształconych. Adam (McKay, reżyser – przyp. red.) stworzył ten tę opowieść jako przestrogę przed zmianą klimatu. Opierając go na widmie asteroidy, która za pół roku uderzy w Ziemię, stworzył warunki do tego, by wprowadzić do historii prawdziwe poczucie zagrożenia i pokazać, w jaki sposób nauka stała się orężem politycznym. Używa się „faktów alternatywnych” i innych elementów pseudonauki. Prawda jest taka, że żyjemy w czasach, kiedy jesteśmy zwyczajnie przeciążeni ilością informacji, co też nie pomaga wyciągać tych najważniejszych. I po części dlatego tak trudno nam dostrzec znaki ostrzegawcze. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, że prawdziwie rzetelne informacje naukowe rzadko trafiają na pierwsze strony gazet, a raczej spychane są gdzieś dalej, niedaleko stopki. W naszym filmie podobało m się w szczególności to, jak pokazuje, w łatwo jest odwrócić naszą uwagę od tego, co najważniejsze. To wybrzmiało szczególnie mocno w ostatnim roku, podczas pandemii COVID-19. Sądzę, że to ważny przekaz i zależało mi, aby wziąć udział w tym projekcie i zwrócić uwagę na te problemy, właśnie w takim momencie.

Jennifer Lawrence: W pełni zgadzam się z Leo. Muszę przyznać, że to niezwykle smutne i frustrujące, gdy widzi się jak bardzo ignorowani są ludzie, którzy poświęcili całe życie na poznawanie prawdy, tylko dlatego, że innym nie podoba się, jak ta prawda rzeczywiście wygląda.

Nie patrz w górę: Cate Blacnhett, Tyler Perry, Leonardo DiCaprio, Jennifer Lawrence
fot. materiały prasowe Netflix

Adam, twój film opowiada o bardzo poważnym, bieżącym problemie, ale robi to przez pryzmat komedii. Dlaczego zdecydowałeś się opowiedzieć tę historię właśnie w tym gatunku?

Adam McKay, reżyser: Na początku prac nad filmem rozmawialiśmy, jak ważny jest temat zapobiegnięcia katastrofie klimatycznej i zastanawialiśmy się, jak najlepiej do niego podejść.

Dotarło do nas, jak rozważania nad niepokojącym losem planety są ciężkie i przytłaczające. To w zasadzie największe zagrożenie dla ludzkości, i czasami można poczuć się, jak gdyby atakowało nas dzikie zwierzę

Chcieliśmy więc znaleźć sposób, by opowiedzieć tę historię w mniej przejmujący sposób. Każda sytuacja wydaje się łatwiejsza do przetrawienia, jeśli podejdziemy do niej z humorem. Gdy potrafimy się z czegoś śmiać, to mamy poczucie, że to w jakimś stopniu oswoiliśmy. Dana sytuacja przestaje wtedy budzić aż tak silne emocje. Można czuć smutek, a jednocześnie mieć poczucie humoru. To zresztą od początku była nasza intencja – chcieliśmy stworzyć dzieło, które nas poruszy, ale zrobi to właśnie dzięki elementom humoru. Ponadto uważam, że śmiech jest czymś, co jednoczy ludzi, niezależnie od ich poglądów. Nie można udawać śmiechu. Ludzie wielokrotnie już próbowali, ale to nigdy tak naprawdę nie wychodzi. Śmiech nie jest polityczny, znajduje się ponad podziałami. Mam wrażenie, że to dobrze wybrzmiewa w naszej historii. 

Tyler Perry: Bardzo podoba mi się, jak bardzo ten film okazał się proroczy. W trakcie, kiedy mu tutaj rozmawiamy, w kosmosie rzeczywiście leci rakieta, której zadaniem jest strącenie asteroidy z jej kursu.

Leonardo DiCaprio: Tak, nasz reżyser jest normalnie Nostradamusem (śmiech).

Adam McKay: Na to wygląda, bo dowiedziałem się o tym dopiero kilka dni temu. Na dodatek Amy (Mainzer, konsultantka naukowa filmu – przy. red.) powiedziała mi, że ta asteroida jest zbliżonej wielkości do tej, która pojawia się w naszym filmie. 

Scott Mescudi: Ta jednak nie zagraża życiu na Ziemi, nie?

Tyler Perry: Kiedy będziemy wiedzieć czy udało się ją strącić?

Amy Mainzer: Za około rok.

Meryl Streep: Ponieważ jest oddalona o jakieś 2,1 mln kilometrów od nas.

Amy Mainzer: I nie, ta jest niezagrażająca. Chcemy po prostu sprawdzić, czy możemy to zrobić.

Nie patrz w górę - rozmowa w Gabinecie Owalnym
fot. materiały prasowe Netflix

Leo, jesteś bardzo zaangażowany w poszerzanie wiedzy na temat zagrożeń ekologicznych w prawdziwym życiu. Czy te doświadczenia pomogły ci podczas sceny burzliwego wystąpienia w trakcie filmu?

Leonardo Dicaprio: Tak, zdecydowanie. Myślę, że pracowaliśmy z Adamem nad tą przemową na pięćdziesiąt różnych sposobów. Bardzo zależało mi, żeby wyrazić nią całą frustrację, którą mogą odczuwać naukowcy na całym świecie.

Adam McKay: To jeden z moich ulubionych momentów w całym filmie. Musieliśmy przepisać tę tyradę co najmniej dwadzieścia razy. Wszystko po to, żeby powiedzieć jedną, najważniejszą rzecz: że musimy znów zacząć ze sobą rozmawiać. W dzisiejszych czasach wydaje się, że straciliśmy umiejętność zwykłej rozmowy. Mamy tyle ścieżek komunikacji, ale wciąż nie możemy się porozumieć. I ta frustracja wylewająca się z bohatera Leo pokazuje właśnie, jak tak naprawdę się w tym wszystkim okopaliśmy i co należy zrobić, żeby zrzucić z siebie ten ciężar.

Meryl Streep: Bardzo podoba mi się też, że ta przemowa wydaje się nie kończyć. Kiedy myślisz, że nastąpił pełen upust emocji i bohater Leo wylał już wszystkie żale, on wraca ze zdwojoną siłą. Podwójną dawką rzeczy, na które może narzekać.

Adam McKay: Tak, to jest wspaniałe. Leo był niestrudzony, nagrywając tę scenę. Jestem mu niezwykle wdzięczny za to, co z nią zrobił.

Jaka scena z całego filmu najbardziej was zmroziła; sprawiła, że czuliście się nieswojo?

Tyler Perry: Scena w Gabinecie Owalnym, gdy pani prezydent i jej pomocnicy zwyczajnie ignorują fakty. To wydawało mi się zbyt bliskiej prawdy i zwyczajnie zmroziło mi krew w żyłach. Fakt, że ludzie są w stanie być tak ślepi na to, co mają tuż przed oczami.

Jonah Hill: W pełni się z tym zgadzam. Tym, co imponuje mi w tym scenariuszu i pracy Adama, jest to jak udaje mu się stąpać po cienkiej granicy między pokazywaniem rzeczy prawdziwie przerażających, ale oplataniem ich w woal komedii, dzięki czemu stają się bardziej strawne. Dla mnie ten film jest jednocześnie przerażająco blisko rzeczywistości, a równocześnie piekielnie zabawny. Weźmy na przykład scenę, w której dwójka gwiazdek pop dostaje więcej czasu antenowego w programie informacyjnym niż para naukowców, którzy przyszli powiedzieć coś prawdziwego, co może wpłynąć na życie każdego z nas. Fakt, że obie te informacje dostają tyle samo uwagi, jest przerażający.

Meryl Streep: W tym filmie jest wiele mrożących krew w żyłach momentów. Z jakiegoś powodu ja pomyślałam sobie o scenie, w której bohaterka Cate Blanchett w rozmowie z bohaterem Tylera Perry’ego widząc, co dzieje się na zewnątrz, stwierdza, że jedyne, co chciałaby teraz zrobić to upić się i obgadywać innych ludzi. Jak gdyby chciała w ten sposób zapomnieć o tym, co dzieje się wokół. Jest w tym filmie kilka takich scen, które pokazują, że ludzie na każdy możliwy sposób próbują wyprzeć nieprzyjemne informacje. To wyjątkowo ludzkie i zrozumiałe, a z drugiej też przedziwnie przerażające.

Amy Mainzer: Bo to zwyczajnie zbyt bolesne.

Meryl Streep: Tak, dokładnie. A ludzie uciekają od złych uczuć. Ten film pokazuje, w jak dużym stopniu działają właśnie takie mechanizmy obronne. Pamiętam, że rozmawiałam z Adamem na ten temat. Powiedziałam mu: „Musimy też dać ludziom jakaś nadzieję tym filmem. Wymienić co najmniej trzy rzeczy, które możemy zrobić, by nie doszło do podobnych sytuacji”. Tyle, że to nie jest takie proste. I w tym cały problem.

Jak Wy zareagowalibyście na informację o końcu świata?

Meryl Streep: Pojechałabym do moich wnuków. Myślę, że moje dzieci mają mnie już dość (śmiech), ale na pewno chciałabym zobaczyć się z wnukami.

Scott Mescudi: Tak, jak też od razu pomyślałem o mojej córce. Że zależałoby mi, żeby być w takiej chwili z najbliższą mi osobą.

Film „Nie patrz w górę” zadebiutuje 24 grudnia na platformie Netflix. Wcześniej można oglądać go w wybranych kinach na terenie Polski.

Michał Kaczoń
Michał Kaczoń

Dziennikarz kulturalny i fan popkultury w różnych jej odmianach. Wielbiciel festiwali filmowych i muzycznych, których jest częstym i chętnym uczestnikiem. Salę kinową traktuje czasem jak drugi dom. 

Adres e-mail: michal.kaczon@eurozet.pl