Zamknij

"Doktor Strange w multiwersum obłędu": recenzujemy najnowszy film Marvela

05.05.2022 16:21
Doktor Strange w multiwersum obłędu - Benedict Cumberbatch - plakat filmu Marvela
fot. Dsiney/Marvel Studios - materiały prasowe

"Doktor Strange w multiwersum obłędu" to najnowszy film Marvela. Czy warto wybrać się do kin na produkcję MCU? Jak wpływa na kinowe uniwersum?  Przeczytaj recenzję na RadioZET.pl.

Film "Doktor Strange w multiwersum obłędu" został okrzyknięty przez serwis Fandango najbardziej wyczekiwaną produkcja lata 2022 roku. Nie są to czcze reklamy sponsorowane przez Disneya, bo platforma opierała się na danych dostarczonych przez samych widzów - Fandango to popularny w USA portal, do kupowania biletów. Sequel zarobił więc sporo, zanim wszedł na kinowy afisz dzięki przedsprzedaży.

Trudno się dziwić. Po pierwsze to kolejna produkcja Marvel Studios - raczej gwarantowany hit. Po drugie marketing filmu obiecuje kolejny rozdział w życiu kilku popularnych postaci i całej historii uniwersum, a raczej multiwersum i kontynuację serialu "WandaVision". Trzecim czynnikiem hype'ogennym jest osoba reżysera. Za drugą część "Doktora Strange'a" odpowiada bowiem Sam Raimi - twórca kultowej serii horrorów "Martwe zło" ikonicznej trylogii "Spider-Mana" z Tobeyem Maguire'em w roli głównej. W teorii komponenty "Doktora Strange'a w multiwersum obłędu" sugerują więc przepis na sukces. Czy jest tak w praktyce?

Doktor Strange w multiwersum obłędu - Elizabeth Olsen - kadr z filmu Marvela
fot.

foto: Marvel Studios/materiały prasowe

Film zaczyna się z przytupem, prezentując widzom nowe postacie i zarysowując wątek fabularny. America Chavez (Xochitl Gomez) ucieka z innego wymiaru do świata Doktora Strange'a (Benedict Cumberbatch). Gonią ją przerażające potwory. Pogrążony w problemach natury prywatnej magiczny superbohater łączy siły z Wongiem (Benedict Wong) i pomaga dziewczynie, odkrywając, że poluje na nią zła siła. Strange postanawia zwrócić się o pomoc w kwestii multiwersum do jedynej żyjącej członkini Avengers, która dysponuje potężną mocą - Wandy Maximoff znanej obecnie jako Scarlet Witch (Elizabeth Olsen).

Jak się nie trudno domyślić fabuła dość szybko się komplikuje, a główni bohaterowie są zmuszeni uciekać przez międzywymiarowe portale, by znaleźć rozwiązanie problemu. Po drodze spotykają nie tylko własne odpowiedniki lub ekwiwalenty osób które znają, ale również zupełnie nowe postacie, przynajmniej jeśli chodzi o kinowe uniwersum Marvela. W tym momencie warto zwrócić uwagę na fan sevice, który może nie osiągnął poziomu filmu "Spider-Man: Far From Home", ale powinien usatysfakcjonować sporą część widowni - zarówno fanów komiksów Marvela, jak i wiernych widzów produkcji na ich podstawie.

Pierwsza część "Doktora Strange'a" była typowym, i jak na rok 2016 dość oklepanym origin story. Od swojego debiutu mag przeszedł długą drogę w innych produkcjach Marvela, więc nie dziwota, że sequel ma zupełnie inny charakter i nie wynika to wyłącznie ze zmiany reżysera. Stephen nie jest już tą samą osobą, co w pierwszym filmie, tak samo zresztą jak postacie, z którymi wchodzi w interakcje. Z tego też powodu przez cały film przewija się motyw pogodzenia się z tym, co odeszło i nie wróci.

foto: Marvel Studios/materiały prasowe
fot.

foto: Marvel Studios/materiały prasowe

Raimi w "Doktorze Strange'u w multiwersum obłędu" chwyta się kilku ważnych uniwersalnych tematów, które zamyka w niby wyświechtanej formule kina superbohaterskiego. Słowo "niby" odnosi się to wszystkich elementów, które dobry film superhero musi posiadać, żeby spełnić wymogi kina rozrywkowego. Nie zapominajmy bowiem, że Marvel to przede wszystkim produkcje komercyjne, a nie artystyczne kino undergroundowe, chociaż coraz częściej w MCU pojawiają się rozwiązania wychodzące poza schemat.

Są one bezpieczne, ale pozwalają na większą wolność twórczą kolejnych filmowców i tchnięcie odrobiny świeżości do kinowego świata. I tak też jest w przypadku drugiej części "Doktora Strange'a". W kilku momentach pojawiają się bardzo ciekawe zabiegi wizualne, albo rozwiązania typowe dla innych gatunków filmowych. Przed premierą obiecywano, że produkcja będzie miała klimat horroru. Słowa dotrzymano, o co fani Raimiego nie musieli się nomen omen bać. Reżyser wykorzystuje swoje doświadczenie nabyte przy okazji tworzenia "Martwego zła", a nawet "Wrót do piekieł". Pojawiają się więc nie tylko elementy filmów o zombie, ale również horrorów o opętaniu.

Przynajmniej jeśli chodzi o kwestie formalne. Tematyka "Doktora Strange'a w multiwersum obłędu" wykracza poza naiwną historię walki dobra ze złem. Oczywiście ten motyw jest w filmie obecny, ale na pierwszy plan wysuwają się bardzo przyziemne, realne i trudne problemy dotyczące wielu osób. Produkcja mimo swojego komercyjnego charakteru stara się więc dotykać tematów kojarzących się raczej z dramatem niż opowieścią o herosach w pelerynach.

Czy robi to umiejętnie? To już zupełnie inne pytanie. "Doktor Strange w multiwersum obłędu" na pewno nie jest arcydziełem w prezentowaniu portretów charakterologicznych, czasem motywacje postaci mogą wydawać się miałkie lub spłycone. Podobnie jak rzucane przez bohaterów niektóre dialogi. Dużym minusem filmu jest też praktycznie całkowity brak humoru. Zazwyczaj filmy Marvela operują różnymi emocjami. W nowym "Strange'u" dominuje powaga, którą jedynie czasem starano przełamać się jakimś żarcikiem. Produkcja jest też bardzo nierówna. Czasami wspomniane wcześniej rozwiązania satysfakcjonują widza, ale pojawiają się też sceny rodem z filmów sprzed 20-30 lat i nie jest to raczej zamierzony środek formalny. Przoduje tutaj wątek romantyczny, który sprawia wrażenie upchniętego na siłę.

foto: Marvel Studios/materiały prasowe
fot.

foto: Marvel Studios/materiały prasowe

Minusów jest jednak zdecydowanie mniej i nie są specjalnie rażące. Plusy nad nimi górują, a poza wspomnianymi kilka akapitów wcześniej zaletami "Doktora Strange'a 2", warto wymienić przede wszystkim kolejne odkrycie białych plam na mapie MCU. Nie jest to może odsłonięcie całego kontynentu, ale elementy pojawiające się w filmie na pewno otwierają wiele drzwi prowadzących do przyszłości filmów Marvela. America Chavez to ciekawa nowa bohaterka. Niestety brak jej wyrazistego charakteru komiksowego pierwowzoru, ale istnieje szansa, że z czasem się wyrobi. Czuć niestety lekki niedosyt spowodowany dość pobieżnym potraktowaniem debiutującej superbohaterki z innego wymiaru.

Nie zabrakło też całego morza komiksowych Easter eggów, które powinny ucieszyć fanów papierowych pierwowzorów. Jeśli już przy smaczkach jesteśmy, nie można pominąć dwóch scen po napisach. Pierwsza nie tylko wprowadza zupełnie nową postać w MCU, ale przede wszystkim kolejną hollywoodzką gwiazdę do panteonu filmowego uniwersum Marvela. Druga jest przedłużeniem występu gościnnego aktora, którego w filmie Raimiego zabraknąć nie mogło.

foto: Marvel Studios/materiały prasowe
fot.

foto: Marvel Studios/materiały prasowe

Podsumowując, "Doktor Strange w multiwersum obłędu" to napewno krok, jeśli nie sus na przód, w porównaniu z częścią pierwszą. Nie jest to spektakularna produkcja rangi "Avengers: Infinity War", ani nawet bardziej rozrywkowych "Thor: Ragnarok" czy "Spider-Man: No Way Home". Ma jednak w sobie tak wiele nowych elementów, że nie można przejść nad nią obojętnie. Znacznie rozwija zarówno Strange'a, jak i Scarlet Witch oraz prezentuje niezwykle interesujący czarny charakter ze zrozumiałą motywacją. Sequel raczej nie znajdzie się na mojej prywatnej liście Top 10 filmów MCU, ale zdecydowanie można uznać, że odniesie zasłużony sukces komercyjny.

Ocena: 7,5/10